środa, 14 października 2015

Świat według Suzan cz.14

Na korytarzu prowadzącym do salonu stała mała walizka. Weszłam do jadalni i oniemiałam... Przy jadalnianym stole siedziała moja ciotka chrzestna. Nie widziałyśmy się o świąt Bożego Narodzenia. Jako moja chrzestna zawsze przywoziła mi różne podarunki. Tak i tym razem zauważyłam dużą papierową torbę u jej boku.
-Cześć ciocia!
-No hej Zośka.-Wiem, to nie brzmi jak moje imię. Powiedziałam, kiedyś cioci, że może do mnie mówić Suzan, na co tylko się zaśmiała. Wolała używać innego zdrobnienia.
-Zauważyłam, że nadal długo śpisz.-dodała.
-Ciociu, daj spokój... Są wakacje. Trzeba odpoczywać.
Podała mi dużą torebkę, każąc rozpakować prezent. Jego zawartość była zaskakująca.

* * *

W ręku trzymałam piękną lustrzankę. Kiedyś opowiadałam cioci, że fajnie byłoby robić zdjęcia profesjonalnym sprzętem. Moja stara cyfrówka nie była najgorsza, jednak niektóre zdjęcia były niewyraźne.
-Wow. Dzięki ciocia.
-Podoba ci się?
-Pewnie!-odparłam po czym zaczęłam oglądać sprzęt. Był na serio, zajebisty. Tysiące opcji, świetna rozdzielczość i mega fajny design. Dominik otrzymał równie fajne słuchawki.

* * *

Gdy siedzieliśmy już całą familią przy stole, Ela opowiadała o swojej odpowiedzialnej pracy w jakiejś korporacji oraz nowym pomyśle na biznes. Zawsze miała porywczą i szaloną osobowość. Mam to po niej. Niedawno urodził się w jej głowie pomysł by otworzyć pensjonat. Kupiła ośrodek, załatwiła wszystkie formalności i zaczęła remont.
-Czy wasza propozycja jest nadal aktualna?-zapytała Ela.
-Tak...-zaczęła mama. 
-Bardzo się cieszę, że Zośka mi pomoże.-wcięła się ciotka.
-Jak to?!?-na mojej twarzy malowało się ogromne zdziwienie. Nie mogłam wyjść z podziwu.
-Rozmawiałam z ciocią i zaproponowałam twoją pomoc przy umeblowaniu i...
-Aha. Czyli od dzisiaj wszystkie decyzje podejmujecie bez konsultacji ze mną, tak?
-Wiesz, że to nie tak...-ciągnął tata.
-Na długo, miałabym tam jechać?
-Do końca wakacji.-te słowa rozbrzmiewały w mojej głowie przez najbliższe pół dnia. Dlaczego akurat teraz, kiedy wszystko zaczyna mi się układać?

* * *

-Co chcesz teraz zrobić?-zapytał wyczekującym głosem Remek.
-Nie wiem... Myślałam, że ty mi powiesz...-nasze spojrzenia się skrzyżowały.
-Suzi, nie mogę podejmować za ciebie decyzji.
-Więc mi nie pomożesz, tak?
-Zrób to, co uważasz za słuszne.-rzekł Remek.
Westchnęłam ciężko po czym oznajmiłam.
-Pojadę.
Chłopak przytulił mnie mocno do siebie.
-Nie zapomnij o mnie.-rzekł patrząc mi prosto w oczy.
-Nie zapomnę.-złączyliśmy nasze usta w delikatnym pocałunku.

* * *

Po zjedzeniu kolacji spakowałam walizkę. Porozmawiałam chwilę z Emilką, którą jutro Dominik, po śniadaniu odwoził na pociąg. 
Położyłam się do łóżka i zamknęłam oczy. Pięć sekund później usłyszałam dźwięk sms`a, którego nadawcą był mój chłopak. 

"Kochanie, śpisz już ;* ” 

"Już nie :p Stało się coś? ;-)”

"Otwórz okno, Księżniczko!!!”

Podniosłam się momentalnie i podeszłam do okna. Otworzyłam je i nie mogłam uwierzyć w to co widzę. Remek wszedł przez otwarte okno.
-Nie za późno na odwiedziny?-zapytałam nadal nie wierząc, że to się dzieje. 
-Do ciebie nigdy nie jest za późno.-odpowiedział po czym pocałował mnie z wielką zachłannością.
-Mogłeś wejść przez drzwi...
-Nie mogłem.-powiedział po czym napotkał moje pytające spojrzenie. -Chciałem zrobić sobie wejście smoka.-dokończył.
-Okey, poczekaj moment.
Poszłam do kuchni po dwie szklanki, wodę i żelki. Żelki w kształcie misi bo oczywiście to były moje ulubione. W całym domu panowała cisza i mrok.

* * *

Weszłam do pokoju. Wszystkie rzeczy położyłam na biurku. Remek wyciągnięty na moim łóżku zaczął rozmowę.
-Fajnie tu masz.
-W pokoju?-zapytałam w odpowiedzi usłyszałam "Mhm”.
-Dzięki.-zaśmiałam się.-Brakuje tylko gwieździstego nieba nad głową i byłabym w raju.
-Masz rację.
-Powiesz mi teraz, czemu zawdzięczam tą późną wizytę?-zapytałam kładąc się obok chłopaka.
-Chciałem nacieszyć się tobą póki jeszcze tu jesteś.
-Nie wyjeżdżam na zawsze...
Zapadła chwila głębokiej ciszy. 
-Może obejrzymy jakiś film?-zaproponował chłopak.
-Hmm.. Dobra, co proponujesz?
-Horror?
-Niee... Ty i te twoje propozycje. Komedia romantyczna.
-Ty i te twoje propozycje. Może być komedia ale nie romantyczna.
-Dobra ale obiecaj mi że kiedyś obejrzymy jakąś romantyczną.
-Niech ci będzie.
Remek wziął laptopa i poszukał jakiegoś filmu. Było mi obojętne co obejrzymy, chciałam z nim spędzić trochę czasu. 

* * *

W połowie filmu moje powieki stawały się coraz cięższe. Coraz trudniej było mi utrzymać je otwarte. Zasnęłam z głową opartą o ramię chłopaka.
Rano obudziłam się w skowronkach. Obok siebie nie zauważyłam Remka. Okno było otwarte na oścież. Ciekawa byłam kiedy poszedł. Przyodziałam białe szorty i niebieską bokserkę. Zjadłam śniadanie i pożegnałam się z odjeżdżającą już kuzynką. 

* * *

Mój i cioci wyjazd, zaplanowany był na szesnastą. Do tej godziny postanowiłam popływać sobie w basenie. Chwilę później dołączył do mnie Remek. Wygłupialiśmy się i śmialiśmy w wodzie. Zamówiliśmy sobie pizzę i zjedliśmy na ogrodzie. Pożegnaliśmy się, po czym wzięłam szybki prysznic i ubrałam sukienkę na wyjazd. Spakowana czekałam na huśtawce. 
Huśtałam się, przypominając sobie wszystkie ważne chwile z tych wakacji. Najpierw moja "nawiedzona szopka”, która nie przypominała nawiedzonej. W sumie to od niej wszystko się zaczęło... Później oglądanie horroru, koncert, moje urodziny i ognisko. Zrywanie z rutyną i wyjście do klubu... Bardzo zakręcony początek wakacji. Teraz ten wyjazd... Teraz, kiedy mam chłopaka i wszystko zaczynało się stabilizować. 
-Zośka, jedziemy.-krzyknęła ciocia.
-Już idę.-odpowiedziałam.
Zabrałam walizkę z domu. Torebkę przewiesiłam sobie przez ramię i ubrałam beżowe baleriny. Założyłam kolczyki od Sebastiana-srebrne małe koniczynki. Dominik zabrał ode mnie walizkę i spakował do bagażnika. 
-Suzi...-usłyszałam za plecami. Odwróciłam się na pięcie a moje oczy ujrzały Remka. Podarował mi mały bukiecik z drobnych kwiatków. 
-Obiecaj mi, że jak wrócę to pójdziemy na dłuugi spacer.
-Obiecuję.-przytuliłam go mocno.-Będę dzwonił.-szepnął mi na ucho.
Pocałowałam go w usta, chłopak odwzajemnił pocałunek. 
-Do zobaczenia, Remuś.-powiedziałam.
-Do zobaczenia Suzi.
Zajęłam miejsce z tyłu samochodu. Pomachałam ręką do chłopaka. Ruszyliśmy w drogę. 

* * *

W dłoni trzymałam nadal mały bukiecik od Remka. W samochodzie cicho grało radio. Ciocia wymieniała się z Dominikiem drobnymi uwagami na temat drogi. Nie zwracałam uwagi na ich rozmowę. Patrzyłam przez szybę jak zahipnotyzowana. Obserwowałam spacerujących za rękę zakochanych oraz mijające nas samochody. W sercu czułam pewnego rodzaju pustkę i rozczarowanie. Zostawiłam wszystko co jest dla mnie najważniejsze i ruszyłam w drogę. Z drugiej strony byłam zadowolona i szczęśliwa z pożegnania, jakie urządził mi mój chłopak. Przypomniały mi się słowa Emilki, które wypowiedziała w nocne odwiedziny w moim pokoju. 

-Podrywa cię na różne sposoby.
-Przyjaźń to nie podryw.
-Może ty nie myślałaś o nim w ten sposób ale wiesz... Jest przystojny, inteligentny i zabawny. Zastanów się zanim ci go ktoś sprzątnie sprzed nosa. 

Fakt. Od tego czasu minęło bardzo dużo. Przeżyłam kilka rozczarowań i problemów. Teraz jesteśmy parą. Poczułam lęk, że po moim powrocie wszystko może się zmienić o 180 stopni. Wymazałam z głowy okropne scenariusze. Przed tworzeniem innych powstrzymał mnie głos Eli.
-Suzi, zazdroszczę ci. Masz naprawdę romantycznego chłopaka.
-Wiem, ciociu.
Do moich myśli wróciło wspomnienie ostatniej nocy. Mój Romeo odwiedził mnie wchodząc przez okno. 

* * *

Zatrzymaliśmy się w połowie drogi do Warszawy na jednej ze stacji benzynowych. Wyjęłam telefon i wybrałam numer do Emilki, która wracała z rana do domu. 

S-Cześć Emi!
E-No hej sister! Co powiesz?
S-Ty opowiadaj, jesteś już w domu?
E-Oczywiście, właśnie miałam do ciebie dzwonić.
S-Jasne, jasne... -mówiłam z ironią.
E-No tak.. A ty już w drodze?
S-Właśnie jestem na stacji benzynowej. Pokonaliśmy już około połowę drogi do Wawy, więc jest dobrze. Sądzę, że dotrzemy przed wieczorem.
E-Jak się czujesz?
S-Dobrze a ty? 
E-Jest okey. 
S-To super. Muszę kończyć bo Dominik już się niecierpliwi. 
E-Dobra, pozdrów go ode mnie. Bajo.
S-Pozdrowię. Paaa

Zajęłam wcześniejsze miejsce i ruszyliśmy w dalszą drogę. Radio grało letnie, rockowe piosenki. Jedna z dróg była remontowana więc staliśmy w korku. 


* * *

Patrzyłam przez okno i obserwowałam pieszych, rolkarzy, rowerzystów. Mój telefon wibrował. Spojrzałam na wyświetlacz-to Remek. Ukazało mi się jego zdjęcie, dzięki któremu na mojej twarzy pojawił się uśmiech. 

R-Hej moja dziewczyno.
S-Witam, Zośka z tej strony.-zażartowałam.
R-Jaka Zośka? Ja chce Suzan.
S-Przy telefonie.-zaśmiałam się.
R-Jak podróż, kochanie?
S-Nadal w trasie jestem.
R-Trzymaj się.
S-Okey. Będę się trzymać. 
R-Tęsknię za tobą.
S-Ja bardziej.
R-Ciągle o tobie myślę.
S-Ja też nie przestaje myśleć o tobie.
R-Zadzwonię później.
S-Będę czekać. Pa
R-Paa

* * *

Po zakończonej rozmowie wróciłam do poprzednich rozważań. Myślałam o wszystkim i o niczym, jak zawsze. Obserwowałam ludzi poruszających się na chodnikach oraz reklamy porozwieszane na płotach. Minął nas piękny czarny mustang na widok, którego nie mogłam powstrzymać się od komentarza.
-Jaki zarąbisty. Woow. Chciałabym taki.
-Gust po bracie.-odezwał się Dominik.
-Chciałbyś.-zaczęłam się droczyć.
-Pewnie, że bym chciał.-odpowiedział. Ogarnęła nas fala śmiechu. 
Zmieniliśmy stację radiową kilkakrotnie, jednak nie leciało nic interesującego. Dominik ustawił płytę z starymi polskimi przebojami. Nasze piosenki z dzieciństwa. Zaczęliśmy śpiewać co raczej nie przypominało śpiewu a raczej nieudolne trafianie w dźwięki. 

* * *

Zajechaliśmy na parking przed wielkim apartamentowcem w którym mieszkała ciocia Ela. Następnego dnia miałyśmy odwiedzić pensjonat, mieszczący się gdzieś daleko od centrum. Dominik zaniósł nasze walizki do domu. Pożegnał się i odjechał do akademika. Ciocia zaproponowała wyjście na miasto. Chciała pokazać mi Warszawę nocą. Nie raz już chodziłyśmy tymi samymi ścieżkami. Przyjeżdżałam do cioci na wakacje lub ferie i urządzałyśmy sobie różne wyjścia. Kino, teatr oraz różne restauracje. Dominikowi najbardziej podobały się salony gier i lunaparki. Ciocia Ela zabrała mnie do jednej z jej ulubionych restauracji. Dostałam kartę lecz to co w niej widziałam było zaskakujące. Chrzestna zaproponowała mi owoce morza, jednak wybrałam jakieś włoskie danie makaronowe. Po kolacji i krótkim spacerze wróciłyśmy do domu. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz