Recepcjonistka, która nie wydawała się zbyt miłą osobą, wskazała nam
drogę do biura mojego brata. Stąpałam niepewnie po długim korytarzu ze
spuszczonym w dół wzrokiem. Mój towarzysz chyba zauważył lekki strach,
który mnie ogarnął. Położył dłoń na moim ramieniu, jakby dodając mi
odwagi i szepnął w moje włosy: „Będzie dobrze, Suz”. W tym samym
momencie przeszedł mnie wzdłuż pleców nieprzyjemny dreszcz. Zdjęłam jego
rękę ze swojego ramienia i odsunęłam się nieznacznie. Spojrzałam mu w
oczy, mówiąc:
-Przecież wiem, że tak będzie.- lekko zdenerwowanym
tonem. Na jego twarzy nie znalazłam żadnego wyrazu. Wykrzywiłam usta w
coś na kształt uśmiechu, któremu daleko było do szczerości.
* * *
Pierwsze
spojrzenie sobie w oczy od tak dawna... Usłyszenie jego głosu, który
znałam od dziecka... Uścisk. Chyba nigdy nie zrozumiem, dlaczego
najbliższe osoby potrafią nas tak skrzywdzić. Brakowało mi go. Kłótni,
żartów, droczenia się o nic nie ważne sprawy. Nawet zamartwiania się o
mnie. To może wydaje się paradoksalne ale tak było.
Jak nikt inny
interesował się tym co u mnie i zamartwiał, choć wiem, że może tego nie
pokazywał. Potrafił doprowadzić mnie do złości, ale gdy wiedział, że
zrobił coś źle, przepraszał. Rozbawiał mnie swoimi żartami. Czasami
opowiadał takie, które wcale nie były śmieszne, mimo to zawsze kończyło
się śmiechem. Chyba nie ma... Nie! Na pewno nie ma drugiej takiej osoby
jak on. Jest jedynym chłopakiem a w sumie, teraz już mężczyzną, który w
całym moim życiu, cokolwiek bym nie zrobiła, wybaczyłby mi. Pełno
skrajności w tej naszej relacji. No cóż.. Tak już jest... To oznacza
mieć brata. Wkurzać się w momentach, gdy postąpi źle. Wspierać, jeśli
potrzebuje pomocy. Rozśmieszać, gdy nie ma humoru i kochać bez względu
na okoliczności.
W chwili spotkania się naszych spojrzeń, poczułam
nagły smutek. Mało brakowało, żebym się rozpłakała. Pod moimi powiekami
czułam słone krople, jednak nie pozwoliłam sobie uronić choćby jednej
łzy.
Podchodzi do mnie i przytula. Jedna sekunda, zmienia moje
wszystkie uczucia. Teraz, mając go w ramionach, przypominam sobie, co
tak naprawdę się stało. Zostawił mnie bez słowa wyjaśnienia i wyjechał z
domu. Kiedyś mówiliśmy sobie o wszystkim. Chciałam bić w niego
pięściami, czując gniew na myśl o przeszłości i jego zachowaniu. Przez
ten cały czas żyłam w niepewności, czy coś mu się stało, czy żyje, czy
jeszcze go zobaczę... Teraz widząc go całego za biurkiem. Wiedząc, że
nie powiedział chociażby, że wszystko u niego gra. Że żyje i ma się
świetnie, tylko chce ode mnie odpocząć. Uspokoiłam się i schowałam
wszystkie złości w najgłębszy kąt serca. Poprosił byśmy poczekali na
niego na dolnym holu, tak też zrobiliśmy. Czekałam na wyjaśnienia z jego
strony, jakieś tłumaczenie, dlaczego tak zrobił. Chciałam usłyszeć z
jego ust całą prawdę, którą ukrywali przede mną rodzice, Ela i Remek.
Jestem pewna, że oni znają całą historię.
* * *
Udaliśmy
się do jakiejś małej restauracji, położonej na rogu dwóch ulic. W
środku był nowoczesny wystrój. Panowały brązy i beże, które dodawały
temu miejscu klasycznego wyglądu z nutką nowoczesności. Po złożeniu
zamówienia i kilku zdaniach wymienionych przez chłopaków, spojrzałam na
telefon. Miałam jedną wiadomość od Remka:
„Zuziu, wróciłem do domu, możemy się spotkać? ;)”
Szybko odpisałam mu trochę zbywając.
„Jestem zmęczona, jutro się zobaczymy. Pa :)”
Od ekranu telefonu wyrwał mnie głos kelnerki.
-Proszę, to zamówienie dla państwa.
Sebastian upił łyk swojej kawy i powiedział nie owijając w bawełnę:
-Stary, gdzie ty się podziewałeś? Chyba należą nam się jakieś wyjaśnienia.
Mój wzrok powędrował na lekko zakłopotaną twarz Dominika.
-Pewnie i tak już znacie całą wersje wydarzeń, więc po co mnie pytasz?-odrzekł spokojnie.
-Właśnie nie.-mówiłam cicho, starając się opanować oburzenie.
-To był dla mnie ciężki okres...- kontynuował Dominik.
-Nie
widziałam cię od czasu wypadku. Nie odbierałeś telefonu, nie odezwałeś
się słowem, zapadłeś się jakby pod ziemię. Zmówiłeś się ze wszystkimi,
żeby nikt nie pisnął mi słówka na temat dlaczego wyjechałeś.-uniosłam
nieznacznie głos. Przynajmniej według mnie było to nieznacznie.
-Przepraszam.
-Myślisz, że mi jest łatwo zapomnieć o tym, że mam starszego brata, który nie chce mnie znać?-pytałam retorycznie.
-Nigdy o tobie nie zapomniałem. Ciągle wracało wspomnienie z wypadku. Nic nie zrobiłem a powinienem.
-Powinieneś przyjść do mnie wcześniej i powiedzieć co cię boli.-rzucałam kolejnym argumentem.
-Byłem
u ciebie. Obiecałem sobie, że już nigdy cię nie skrzywdzę, że zniknę z
twojego życia. Nie chciałem, żebyś się mną przejmowała i dlatego...
Wydawało mi się...-przerwałam mu
-Że przekonasz wszystkich, żeby nic
mi nie mówili...-dokończyłam, pokiwał głową na potwierdzenie.-To było
dziecinne.-parsknęłam.
-Wiem... Nie powinienem nazywać się twoim bratem.-mówił jakieś niestworzone rzeczy.
-Przestań!-krzyknęłam,
przez co oczy wszystkich skierowały się w moją stronę. Patrzyli na
mnie, jak na jakąś wariatkę. Miałam to gdzieś.
-Nawet nie waż się
tak mówić.-po moim policzku spłynęła łza. Sebastian siedział obok i nie
przerywając nam rozmowy, sączył kawę. Po mojej wypowiedzi zapadła głucha
cisza. Głośno westchnęłam i wyszłam z lokalu. Jestem pewna, że nie
brakowało dużo, żeby ktoś mnie wyprosił, za moje głośne zachowanie.
Ruszyłam w stronę parku, który mieścił się niecałe dwie ulice dalej. Po
drodze wyłączyłam telefon.
Przychodziliśmy tu z Elą i Dominikiem,
podczas wakacji. Usiadłam na jedna z drewnianych ławek, które znajdowały
się pod rzędem drzew. Oparłam łokcie o kolana i chowając twarz w
dłonie, dałam upust moim emocjom. To co, że byłam wtedy taka rozmazana,
miałam podpuchnięte oczy i ogólnie wyglądałam jak kupka nieszczęścia?
Nie obchodziło mnie nic. Ani Seba, a tym bardziej Dominik. Przez ten
cały czas, gdy wszyscy ukrywali przede mną, że mój brat nie chce mnie
znać, ja też martwiłam się o niego. Był dla mnie przykładem... Cholernym
autorytetem.
„Skończ szkołę i idź na studia, tak jak Dominik.”
Dobre
wyniki w szkole i praca w biurze jednej z Warszawskich korporacji.
„Bądź jak Dominik!”-krzyczał głos w mojej głowie. Przetarłam dłońmi
twarz i wyprostowałam się na ławce, patrząc przed siebie. Na jednej ze
ścieżek zobaczyłam dziewczynkę, która bawiła się lalką. Mała
blondyneczka z zaplecionymi w warkocze włosami w różowej, rozkloszowanej
spódniczce i białej bluzeczce. Obok biegł ubrany na sportowo, wyższy od
dziewczynki o głowę, ciemnowłosy chłopiec. Podbiegł i pociągnął ją za
jeden z długich warkoczy, na co ta zrobiła naburmuszoną minę i wystawiła
mu język. Podeszła do nich wysoka kobieta. Z daleka wyglądała, jakby
pouczała chłopca. Później powiedziała coś do dziewczynki i oboje
pocałowała w głowy. Złapała dzieci za ręce i odeszli w stronę wyjścia z
parku. Szczerze powiedziawszy, ta sytuacja była zabawna i wywołała
uśmiech na mojej zapłakanej twarzy. Zapewne wyglądałam tragicznie, ale
to już nie jest ważne... Przyglądałam się tej scenie z wielkim
rozczuleniem. Wyglądali oni zupełnie jak my, kilkanaście lat temu. To
znaczy... ja i mój brat. Potrząsnęłam lekko głową, chcąc pomyśleć o
czymś innym. Założyłam przeciwsłoneczne okulary i postanowiłam iść do
apartamentu Eli, a w zasadzie, to jechać metrem, ponieważ było ono w
innej części miasta.
* * *
Stojąc przed drzwiami,
ostatni raz zastanowiłam się czy nie będę niepotrzebnie narzucała się
Eli. Jednak wiem, że nie za bardzo mam się gdzie podziać, więc decyduję
się zapukać. Drzwi otwiera mi Kasia. Z wielkim zdziwieniem, wita mnie
radośnie już od progu. Wypytuje o wiele rzeczy, jednak ja udzielam jej
lakonicznych odpowiedzi. Dowiaduję się przy okazji, że ciotka jest w
pensjonacie i przygotowuje jakąś większą imprezę ale o szczegółach nie
wie nawet Kasia. Doprowadzam się do nie najgorszego stanu, takiego, że
mogę się teraz pokazać ludziom. Po wypiciu, przygotowanej przez Kasię,
gorącej czekolady i przekazaniu mi ploteczek o panu Staszku postanawiam
gdzieś wyjść. Nie chcąc męczyć już swoją osobą miłej gosposi. Żegnam się
z nią i wychodzę z apartamentowca.
Wyjmuję z kieszeni telefon i
wciskam guziczek od włączania ale w tym samym momencie wpada na mnie
jakiś karton. Dosłownie! Zajęta swoją komórką nie zauważyłam wysokiego
chłopaka, niosącego dwa duże kartony. Wpadł na mnie, potknęłam się o
jakiś kamień, przewracając przy tym na chodnik. Kartony, które niósł
mężczyzna wypadły mu z rąk i znalazły się na ziemi. Dodatkowo przy
upadku, z dłoni wypadł mi telefon.
-Chodzić nie umiesz?!- krzyczał mężczyzna.
-To
przez ciebie i się na mnie nie wydzieraj!-Podniosłam na niego wzrok,
pocierając przy tym bolące miejsce na czole. Drugą dłonią ściągnęłam
okulary z nosa. Poznałam w nim znajomą twarz i on chyba w tym samym
momencie skojarzył, że się znamy. Wyszczerzył się i podał mi dłoń.
-Nie sądziłem, że możemy się tutaj spotkać.-mówił spokojniejszym głosem.
-Nie myślałam, że kiedyś aż tak się na mnie wkurzysz...-złapałam jego dłoń i szybko podniosłam się z ziemi.
-Suzi...-pokręcił głową śmiejąc się przy tym.-nie mogę uwierzyć, że tu jesteś.
-No
i w sumie, ja też nadal w to nie wierzę.-uniosłam kąciki ust.-Boże,
Nikodem, ale ty się zmieniłeś...-dodałam z uśmiechem, patrząc na jego
twarz z kilkudniowym zarostem. Jego oczy iskrzyły się tak, jak w dniu,
gdy po raz ostatni go widziałam.
-Ty też się zmieniłaś.-mówił dotykając palcem rany po wypadku, która znajdowała się na mojej skroni.- To...?
-Długa historia-przewróciłam oczami.
-Masz może czas, żeby mi o tym opowiedzieć i ogólnie porozmawiać? Tak jak kiedyś pamiętasz?-zapytał.
-Tak się składa, że mam wolną chwilę.-odpowiedziałam szybko.
-W
takim razie zapraszam cię na spacer, tylko najpierw pozbieram te
nieszczęsne kartony twojej cioci.- rzekł z uśmiechem, chwytając w dłoń
pierwszy z kartonów.
Odwróciłam się w poszukiwaniu telefonu i ogarnęła mnie fala zdenerwowania.
-Co ja teraz zrobię?!-wykrzykiwałam, zbierając z ziemi części telefonu, który rozbił się chyba na milion kawałków.
-Zuziu, poczekaj tu na mnie. Zaraz wrócę.
Nikodem
poszedł z pakunkami do apartamentowca. Chwilę później wybiegł z
budynku. Podszedł do mnie i położył dłoń na moim ramieniu w geście
pocieszenia.
-Słuchaj, ja... Mogę pożyczyć ci swój telefon, bo ten...-wziął teatralnie w dłoń kawałek obudowy-do niczego się nie nadaje.
Ten
gest z jego strony wydał mi się bardzo zabawny, że nawet przez złość
zaczęłam się śmiać. Skorzystałam z propozycji przyjaciela i wybrałam
numer mamy, bo ten, jako jeden pamiętałam, nie wliczając numeru
Dominika... Niestety, jak na złość miała wyłączony telefon.
* * *
-Dziękuję, że mnie tutaj zabrałeś.-mówiłam, głaszcząc po pysku Rene.
-Mnie też uspokaja to miejsce, więc pomyślałem, że i ty naładujesz się tutaj pozytywną energią.
Słońce,
które przebija się nieśmiało pomiędzy koronami drzew. Na łące piękna,
pachnąca trawa o soczyście zielonym kolorze. Miły dla ucha świergot
ptaków i odgłosy świerszczy. Otaczający nas wokół cichy, ciepły
wietrzyk, muskający delikatnie odsłoniętą skórę.
-Zapraszam cię na przejażdżkę.-puścił mi oczko.
-Chyba nie wypada mi odmówić...-odpowiedziałam radośnie.
-Masz rację, Suzi. Mam tylko jeden warunek.
-Jaki?-spytałam poważniejąc.
-Ja i Rene, ty i Albert.-wyjaśnił krótko, po czym wiedziałam, że czeka mnie przejażdżka na innym koniu z jego stadniny.
-Mam
jakiś wybór?-spytałam przekornie, mając w podświadomości, że na
dziewięćdziesiąt dziewięć i pół procenta, uzyskam przeczącą odpowiedź.
Niki śmiał się głośno kiwając głową na boki.
Przejażdżka mijała spokojnie. Rozmawialiśmy na luźne tematy śmiejąc się i żartując. Nikodem przerwał tą miłą rozmowę pytaniem o powód mojej obecności w stolicy.
-Mam rację Suzi?- nie odpowiadałam.- twój przyjazd tutaj nie jest przypadkowy?- bardziej stwierdził niż zapytał.
-No okej, okey... Chodziło o mojego brata...- zaczęłam tłumaczyć.
-Coś się stało?- pytał wyraźnie zaniepokojony. W pierwszej chwili chciałam odpowiedzieć "nie", jednak wiedziałam, że on i tak nie odpuści tego tematu.
-Tak, stało się... Coś bardzo poważnego. Chodzi o mój wypadek...- ciągnęłam spoglądając w jego stronę by upewnić się czy wie coś na temat tego nieszczęsnego wypadku. Patrzył na mnie spokojnym wzrokiem, potakując głową.
-Po wypadku, Dominik zniknął. Wydawałoby się że zapadł się pod ziemię. Nie odzywał się, nie odbierał telefonów, a uwierz, wykonałam ich niezliczenie wiele. Po prostu, unikał mnie na każdy możliwy sposób. Przy tym całym kłamstwie uczestniczyła całą moją rodziną, nawet Remek!- uniosłam nieznacznie głos. Po czym wypuściłam powietrze ze świstem. Kręciłam głową, jakby to miało uporządkować w mojej głowie te wszystkie zdarzenia.
-I co było dalej?-pytał spokojnym, niskim tonem, wzbudzającym zaufanie.
-Jak widzisz, odzyskałam siły. Poczułam się lepiej i postanowiłam wyjaśnić tą sprawę z moim bratem.
-A ty...?- nie skończył pytania, ponieważ przerwałam mu w pół słowa.
-Nie, nie przyjechałam tu sama. To znaczy... Opuściłam restaurację do której zabrał nas mój brat, nie mogąc już słuchać tego wszystkiego. Został sam z Sebastianem. To ten chłopak o którym Ci kiedyś wspominałam, pamiętasz?- spytałam na co znowu twierdząco pokiwał głową.
-I co chcesz teraz zrobić?- zapytał nieśmiało.
-Dobre pytanie.- uśmiechnęłam się, patrząc w dal.
-Na pewno się teraz o Ciebie martwią. Uważam, że powinnaś powiadomić ich że tu jesteś.
-Mój telefon rozpadł się na milion kawałków. To po pierwsze. A po drugie, Dominik też nie dał mi żadnej wiadomości co się z nim dzieje. Przeciwnie, wszystko ukrywał.
-Rozumiem
twoją złość na brata, ale nie uważasz, że jednak takie ciągłe uciekanie
przed rozmową, albo z jego strony albo z twojej nic nie daje? Oboje
boicie się tego tematu jak ognia.
-Ja się niczego nie boję!- udaję poruszoną.
-Mimo
wszystko myślę, że powinnaś do niego zadzwonić. Suzi...- zwróciłam swój
wzrok ku niemu.- Spójrz na to z innej perspektywy... Postaw się w jego
sytuacji. Chciałabyś patrzeć na swojego młodszego brata i przypominać
sobie moment wypadku, z każdą chwilą zastanawiając się czy mogłaś coś
wtedy zrobić by do tego nie doszło?- nastała chwila ciszy a ja błądziłam
wzrokiem w oddali.-Dodam tylko, że to twój ukochany, jedyny, młodszy
braciszek.
-Czasami potrafisz zadać trudne pytanie.- uśmiechnęłam się smutno.
Kolejna
chwila ciszy pomiędzy nami. Szukałam w głowie odpowiedzi na pytanie
Nikodema. Może rzeczywiście powinnam spojrzeć na to z innej perspektywy.
Przestać obwiniać Dominika, a zamiast tego porozmawiać z nim.
-Nikodem. Mam do ciebie prośbę.-mówiłam nieśmiało.
CDN...
- Świat według Suzan
- Śwat według Suzan 1-10
- Świat według Suzan 11-20
- Świat według Suzan 21-...
- Cynamonowa miłość
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz