Wybiegłam z pokoju a na środku korytarza, zobaczyłam postać, której się
nie spodziewałam... Na środku korytarza znajdował się, Sebastian.
Chłopak szedł z wolnym krokiem z głową spuszczoną w dół. Zatrzymałam
się, chwytając za poręcz przy schodach.
-Sebastian!-zawołałam go w
pół kroku. Zatrzymał się i odwrócił w moją stronę. Poczułam dziwne
uczucie, kiedy mierzył mnie wzrokiem.
-Hej! Ja... Przepraszam. Drzwi były otwarte więc wszedłem...-tłumaczył.
-Jest okey.-przerwałam, schodząc po schodach, w jego stronę. -Stało się coś?-zapytałam.
-Nie.
A w sumie... To tak. Chciałem dowiedzieć się co z Dominikiem. Nie
odzywa się do mnie już kolejny tydzień. Myślałem, że jest tu.
-Nie widziałam go od wypadku... Też się o niego martwię.
Spojrzenie
Seby uciekło momentalnie za mnie. Obejrzałam się a z drzwi mojego
pokoju wyłonił się Remi, który zmierzał w moim kierunku. Objął mnie w
pasie, a Sebastian widząc tą sielankę wydukał:
-To ja nie będę wam przeszkadzał... Zadzwoń jak się czegoś dowiesz. I zdrowiej!-uśmiechnął się szeroko.
-Okey, dzięki.
Chłopak wyszedł z domu zamykając delikatnie drzwi.
-Wyczuł świetny moment...-rzekł z ironią Remek.
-Niee, to my powinniśmy zamykać drzwi na klucz.-zaśmiałam się.
-To... Na czym my skończyliśmy?- kontynuował.
-Trzeba posprzątać kuchnie zanim przyjedzie Ela.-Odeszłam a chłopak jęknął cicho.
-Możesz poczekać na górze. Poszukaj jakiś film a ja zrobię popcorn.- mówiłam.
-Na pewno dasz radę sama?-pytał z troską w głosie.
-Tak. Nie jestem obłożnie chora.-odrzekłam poważnie.
-Okey. Jaki to ma być film? Horrorek?- zapytał z szatańskim uśmieszkiem.
-Nie, komedię, poproszę.
-Się robi!-krzyknął i zniknął w drzwiach pokoju.
Wstawiłam
brudne naczynia do zmywarki i starłam blat. Czułam się strasznie
zmęczona. Wstawiłam popcorn do piekarnika i postanowiłam chwilę
odpocząć. Oparłam głowę o ręce na blacie i siedząc na krześle zasnęłam.
-Co tu tak śmierdzi? Usłyszałam stłumiony głos Remka.-Suzi, coś się pali! To popcorn.
Ziewnęłam
i otworzyłam zaspane oczy. To działo się naprawdę, kuchenka stała w
płomieniach. Przestraszona wskoczyłam na blat kuchenny.
-Co ja zrobiłam?!?
-Spokojnie.-mówił uspokajającym głosem.-Masz!-krzyknął rzucając swój telefon.-zadzwoń po straż!
Wykonałam
rozkaz, choć po moich policzkach spływały czarne od tuszu łzy. Remek
pobiegł w tym czasie po gaśnice. Wrócił a ja siedziałam dalej
roztrzęsiona, z nogami podkulonymi pod siebie. Chwilę później, na
sygnale przyjechała straż pożarna. Remek już ostatkiem sił gasił ogień.
Do domu wbiegł strażak i kazał nam opuścić dom, powiedział, że teraz oni
się wszystkim zajmą. Chłopak wziął mnie na ręce i wybiegł z domu, gdzie
czekała już karetka. Lekarze zajęli się opatrzeniem ran. W sumie to nic
mi nie było a Remek miał małe oparzenie ręki. Przyjechała Ela i
przestraszona, podbiegła do nas się czegoś dowiedzieć. Mój wybawca
streścił całą historię. Choć byłam już w bezpiecznym miejscu, nadal się
bałam. Bałam się tego, co jeszcze może się stać przez mój sen, który
cały czas powraca. Wtulona w chłopaka płakałam, brudząc przy tym jego
koszulkę. Dziękowałam mu za ocalenie życia i domu. Przeprosiłam chyba
tysiąc razy. Mimo wszystkiego co wyczyniłam, wybaczył mi i nadal
powtarzał że będzie się mną opiekował.
* * *
Po
powrocie mamy, wszystko wróciło, prawie do normy. Moja rodzicielka w
pewnym stopniu była mi wdzięczna za powód do wykonania remontu. Remek
przychodził do mnie po szkole. Nadszedł ostatni tydzień, który mogłam
spędzić w domu. Nadal jednak nie wiedziałam co u brata, bo tak jak
wcześniej wszyscy kończyli rozmowę na jego temat. Martwiłam się o niego i
nie zamierzałam siedzieć bezczynnie, nie wiedząc co z nim.
Dzwonek do drzwi, rozbrzmiewał w całym domu.
-Suzi, otwórz drzwi!-z sypialni dobiegał głos mamy.
-Idę!!!-darłam się, zbiegając po schodach.-Już!!
Za drzwiami stał mój chłopak. Przywitałam się z nim całusem. Podążaliśmy po schodach do mojego pokoju.
-Jak było w szkole?-zapytałam dając mu całusa.
-Bez ciebie?-zapytał słodko.-Pusto.-odrzekł ze smutną miną. Usiedliśmy na łóżku.
-Pokaż rękę.-rozkazałam.
Chłopak
wyciągnął w moją stronę swoją, owiniętą bandażem dłoń. Odwinęłam z
czułością białą opaskę. Chwyciłam maść ze stolika, która czekała tu od
poprzedniego dnia. Wycisnęłam z tubki odrobinę na swój palec i
najdelikatniej jak tylko potrafiłam, smarowałam okrężnymi ruchami
poparzone miejsce.
-Boli?-zapytałam prawie szeptem.
-Jak ty to robisz, to nie.-odpowiedział patrząc mi w oczy. Uśmiechnęłam się widząc jego lekko skrzywiony wyraz twarzy.
-Jesteś taki słodki. Nawet wtedy, gdy kłamiesz.-odrzekłam.
-Ja? Kłamię?-zapytał zdziwiony.
-Łgasz jak z nut, kochanie.-powiedziałam dumnie.
-Oj tam, oj tam... Wiesz, że cię kocham.
-Wiem.-rzekłam szczęśliwa, że mam takiego faceta.
Zakończyłam opatrunek i cały czas rozmyślając zdecydowałam się zapytać Remka o sprawę, która spędzała mi sen z powiek.
-Dobrze wiesz, że jesteś jedną z najważniejszych osób w moim życiu...
-Zuza, co się stało, kochanie?
-Boję
się o Dominika.-na moje słowa ciężko westchnął i spuścił głowę w
dół.-Nawet do mnie nie zadzwonił od czasu wypadku... Kocham cię i wiem,
że znasz prawdę na ten temat. Proszę powiedz mi jak jest naprawdę?
-Jak ci powiem to zostawisz w końcu ten temat?-zapytał zmęczony tą sprawą.
-Obiecuję,
że to nasza ostatnia rozmowa na ten temat.-powiedziałam, choć znając
moją naturę, chłopak był pewny, że na tej rozmowie nie poprzestanę.
-Dominik,
pracuje ciężko, bo myśli, że przez pracoholizm uda mu się uciszyć
wyrzuty sumienia...-jego słowa sprawiły, że przeszedł mnie nieprzyjemny
dreszcz. Słuchałam chłopaka z wielkim zdziwieniem.
-Zuza, on się obwinia o ten wypadek. Ale oboje wiemy jak jest naprawdę...
-Jadę
do niego!-podniosłam się z łóżka.-Jedziesz ze mną, czy tu
zostajesz?-zapytałam szybko. W tym momencie zadzwonił telefon chłopaka.
-Muszę
jechać z rodzicami do dziadków. Wybacz Suzi ale to nie jest dobry
pomysł, musisz dać mu czas na przemyślenie.-odrzekł. Pożegnał się szybko
i pognał do domu.
Długo zastanawiałam się co zrobić z tą
wiadomością. Zdecydowałam się zadzwonić do Sebastiana i poprosić o
spotkanie. Kiedy chłopak przyjechał, moja mama zaprosiła go na obiad,
który właśnie przygotowała. Po skończonym posiłku, poszliśmy do mojego
pokoju, ponieważ nie chciałam poruszać tematu Dominika przy mamie.
Wiedziałam jak by zareagowała.
-No, to powiedz mi teraz, o co chodzi?-zapytał z uśmiechem na ustach.
-O Dominika.-odparłam.-Chciałabym go zobaczyć.
-A ja mam jechać z tobą, tak?-zapytał łagodnie, wyciągając się na pufie.
-Yhm...-wymruczałam.
-Okey. Nie ma sprawy.-zgodził się.
-Tylko...-ciągnęłam.
-Nic nikomu nie mówić.-pokiwałam twierdząco głową.-W porządku.-uśmiechnął się szeroko.
-Dzięki.-byłam mu bardzo wdzięczna.
* * *
Droga
do stolicy mijała nam dość szybko. Ja, jak zawsze zresztą, obserwowałam
co działo się za oknem. Prowadziłam z Sebą krótkie konwersacje, jak to
mówią 'o wszystkim i o niczym'. Wjeżdżając do Warszawy ciężko było nie
zauważyć wysokich budynków a na chodnikach, wielu osób spacerujących
bądź śpieszących się w jakieś miejsce. Mnóstwo sklepów, uliczek oraz
wiele wypasionych samochodów, które najbardziej przykuwały moją uwagę. Z
radia rozbrzmiewała muzyka z jakiejś lokalnej stacji. By dotrzeć do
mojego braciszka, musieliśmy pokonać prawie połowę Warszawy. Ludziom,
Stolica, tak jak wiele dużych miast, kojarzy się z hałasem, gwarem i
spalinami. Wydaje im się, że mieszkańcy zawsze się śpieszą i na samym
końcu zostaje czas wolny, na zrobienie czegoś dla siebie. Jak dla mnie,
jest to jedno z najpiękniejszych miast Polski. Nie miałam nigdy
możliwości zwiedzić jej całej ale pamiętam wszystkie miejsca, które
pokazywała mi Ela, podczas moich wakacji kilka lat temu. Od samego
początku to miasto mnie oczarowało, jednak wiem i cieszę się z tego, że
niedługo wrócę do mojej małej miejscowości.
-Już prawie
jesteśmy.-przerwał ciszę, mój kierowca. Na jego słowa westchnęłam
głośno. W sumie, to nawet całkiem fajnie brzmi, „mój kierowca”.
-Coś nie tak?-zapytał zakłopotany.
-Nic,
tylko zastanawiam się w jakim stanie jest Dominik. Cholera, to może nie
był dobry pomysł, żeby gnać do Warszawy. Remek wspominał, że po wypadku
mój brat...-westchnęłam po raz kolejny.-On to bardzo przeżył.
-Zuza,
nie dramatyzuj! Na pewno Dominik ma się dobrze, po prostu musiał sobie
to wszystko poukładać. Przecież to, że się o niego martwisz nie jest
niczym złym, żebyś musiała kogoś za to przepraszać a co więcej tłumaczyć
się z tego.
-Przepraszam.-powiedziałam cicho. Tak, że sama słabo to słyszałam. Mimowolnie z moich oczu popłynęło kilka łez.
-Hej,
tylko mi tu teraz nie becz!-powiedział uśmiechając się. Ja też się
uśmiechnęłam. Wjechaliśmy w jakąś uliczkę i zatrzymaliśmy się.
-To tu?-zapytałam zdezorientowana.
-Erm...
Nie-uśmiechnął się i położył swoją dłoń na moim ramieniu.-Zuza, zrobimy
tak, pojedziemy na miejsce i najpierw ja z nim pogadam...
-Nie!- przerwałam mu w pół słowa.-Pójdziemy tam razem.
-Okey. Jak sobie życzysz, księżniczko.-powiedział z uśmiechem.
-Dlaczego
„księżniczko”?-zapytałam mocno zdziwiona tym zwrotem z jego strony.
Wiem, że kiedyś byliśmy razem i zostaliśmy przyjaciółmi ale przyznam, że
poczułam coś dziwnego od środka, słysząc to słowo. A na pewno nie była
to radość czy coś podobnego...
-Masz rację, księżniczki nie są tak rozmazane jak ty.-wybrnął z tej dziwnej sytuacji.
-Ejj!-szturchnęłam go lekko w ramie.
-Teraz możesz być jedynie czarownicą.-powiedział przekornie.
-Pff.. Odezwał się...
-No słucham... Kto taki?-ciągnął rozmowę a ja szukałam w głowie odpowiedzi na jego pytanie.
-A za wampira się obrazisz?-zapytałam, starając się ogarnąć rozpływający się tusz.
-Tak.-odparł krótko.
-W takim razie wampir.-powiedziałam jakby była to najbardziej oczywista rzecz na świecie.
-W
takim razie, módl się, żeby nie wracać ze mną w nocy.-spojrzał na mnie i
uniósł specyficznie brwi. Ogarnęła nas fala śmiechu. Atmosfera się
rozluźniła a ja nie byłam już taka spięta przed spotkaniem.
[Dominik]
Siedziałem
jak zawsze w biurze, pogrążony pracą. Od czasu... Od „tego” czasu,
pogrążam się w rutynie i jest mi z tym dobrze a może wcale tak nie jest.
Chciałbym czuć się dobrze po tym wszystkim, ale to nie takie proste.
Wpisywałem do komputera wszystkie dane, gdy nagle w drzwiach ujrzałem,
kogoś kogo bym się teraz nie spodziewał. Serce zaczęło mi walić w
niespokojnym rytmie. Myślałem, że zaraz rozpadnę się na kawałki. To
uczucie jest nie do opisania. Ręce zaczęły mi latać a głowa pękała od
nadmiaru myśli. Ona tu była... Tak bardzo chciałem się z nią zobaczyć
ale nie mogłem. Moje sumienie mi na to nie pozwalało. To przeze mnie
wylądowała w szpitalu. Ta cała śpiączka i to wszystko było przeze mnie.
Tam, w samochodzie... byłem sparaliżowany. Myślałem, że to już koniec.
Gdyby tylko wiedziała, jak się teraz czuję. Jest mi potwornie źle.
Jestem jej starszym bratem a zachowałem się jak jakiś gówniarz. Zawsze
starałem się uchronić ją od niebezpieczeństwa a teraz sam ją w to
wkopałem. Ciekawe czy ktoś jej powiedział. Pewnie tak, mówiłem rodzicom,
że ulotnie się z jej życia i nie będę jej narażał na niebezpieczeństwo,
strach, łzy. To okropne ale tak, chciałem się upić. Upić się na śmierć.
Nie pamiętać o tym co było i o tym co jeszcze mogę wyrządzić. Nie
wyszło ale to może i dobrze. Już nigdy nie mógłbym jej zobaczyć.
Spojrzeć w oczy i powiedzieć jak jest naprawdę.
Do mojego biurka
zbliżały się dwie postacie: Zuzia i Seba. Myślałem, że będzie lepiej dla
wszystkich, jak zniknę z ich życia bez słowa. Myliłem się. Popełniłem
błąd... Wiele błędów ale teraz muszę ponieść konsekwencje. Już się
czegoś nauczyłem, wiem, że nie można zostawić przeszłości samej sobie bo
ona wraca. Nieustannie przypominam sobie o wydarzeniach z przeszłości.
Wszystkie wspomnienia odżyły.
-Cześć, Dominik.-powiedziała Suzan.
-Siema, Stary!-dołączył się do powitania Sebastian.
Zatkało
mnie ich przybycie tu. Na moich płucach czułem głaz, którego nie mogłem
się pozbyć. To on uniemożliwiał mi odezwanie się. Przełknąłem ślinę i
wyprostowałem się na fotelu. Nie mogłem udawać, że nic się nie stało bo
okłamywałbym sam siebie. Po chwili ciszy odezwałem się, krótkim:
„Cześć”.
Na twarzy Zuzi zagościł smutek. Wstałem szybko od biurka i
uścisnąłem moją siostrzyczkę. Kocham ją i nie wiem jak mogłem zostawić
ją bez słowa. Wszystko zepsułem. Przywitałem się również z moim starym
przyjacielem. Nie chciałem, jednak prowadzić rozmowy w tym biurze bo tu
ściany mają uszy. Poprosiłem moich gości o poczekanie na holu na dole,
ja w tym czasie zrobiłem szybki porządek na biurku. Nie wiedziałem co
chcę jej powiedzieć. Byłem jednak pewny, że muszę ją przeprosić. Muszę
ich przeprosić. Natłok myśli towarzyszył mi przez cały czas, do momentu
ponownego spojrzenia jej w oczy.
*****************
Witajcie Kochani!
Czy
jeszcze ktoś czeka na ciąg dalszy? :p Wiem, że dość długo mnie nie było
ale postaram się to nadrobić. Przesyłam kolejną część, która mam
nadzieję przypadnie wam do gustu. ;)
Korzystając z okazji,
chciałabym życzyć wam Wesołych Świąt spędzonych w gronie rodziny.
Zdrowia na cały kolejny rok, bogatego Mikołaja i oczywiście miłości :*
Pozdrawiam! ^.^
- Świat według Suzan
- Śwat według Suzan 1-10
- Świat według Suzan 11-20
- Świat według Suzan 21-...
- Cynamonowa miłość
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz